środa, 24 sierpnia 2011

Kino z plastiku

Nieco spóźniona informacja - jeszcze przed premierą "Smerfów" posłałem do redakcji portalu Zwierciadło tekst o aktorskich adaptacjach kreskówek, dziecięcych komiksów i przygód plastikowych zabawek. Poniżej zamieszczam więc fragment artykułu i odnośnik do całości.

 

Kino familijne, przeznaczone dla najmłodszych, rzadko kiedy broni się samo, bez wsparcia marketingowego, bez ton produktów z filmem związanych, bez zabawek, komiksów i gadżetów. Dlatego też lwia część producentów wybiera rozwiązanie bezpieczne, kupując atrakcyjną licencję i bazując na popularności gotowej już, wypromowanej wcześniej marki.

Rzecz jasna jest to strategia stosowana nie tylko przez studia zajmujące się produkcją filmów rodzinnych, wszak rozrywkowe kino dla dorosłych również w dużej mierze opiera się na głośnych tytułach literackich czy komiksowych, lecz dzieci do lat dwunastu są targetem dla marketingowców łatwiejszym. Dlatego też niektóre filmy o miernej wartości artystycznej sukces zawdzięczają skojarzeniu ze znaną marką, bowiem młodzi widzowie rozpoczynający dopiero swoją przygodę z kinem podatni są na sugestię działającą na następującej zasadzie – skoro ulubiona zabawka jest fajna, to i film będzie fajny. W większości przypadków nie jest to prawda, lecz fakt ten zdaje się być przez młodziutkich odbiorców ignorowany, gdyż stosunkowo nietrudno nimi manipulować. Sprawa ma się inaczej z rodzicem, ale z drugiej strony ten i tak ugnie się pod prośbą swojej latorośli i zabierze je do kina na aktorską ekranizację przygód bohatera faworyzowanej kreskówki. Tym samym wpływy z biletów podwójne. Rzadko więc dba się także o przyjemność rodzica z oglądania filmu familijnego, dzisiaj najczęściej nastawionego na pusty efekt i żerowanie na gorącej licencji. I choć „Smerfy” nie weszły jeszcze do kin i nie powinno oceniać się książki po okładce, a raczej filmu po zwiastunie, nietrudno przewidzieć, że pełnometrażowe przygody niebieskich stworków nie będą miały wiele wspólnego z eleganckim humorem animowanego oryginału.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga