sobota, 27 sierpnia 2011

Hiszpański weekend (część druga) - Guillermo del Toro

I druga część cyklu - tym razem o Guillermo del Toro (i nie tylko).


Hiszpańska tradycja grozy sięga daleko w przeszłość, lecz wydaje się, że myślenie o tamtejszym horrorze w pełni ukształtowało dopiero minione dziesięć lat, w ciągu których publiczności zaprezentowano obrazy nietuzinkowe. Zaczęło się od "Kręgosłupa diabła", bodajże pierwszego filmu grozy zrealizowanego dla hiszpańskiego studia (do tego finansowanego między innymi przez Pedra Almodóvara) przez meksykańskiego twórcę Guillermo del Toro, dzisiaj uznanego za jednego z wizjonerów współczesnego horroru.

Na ekrany wchodzi amerykański film "Nie bój się ciemności", w którym palce maczał właśnie Guillermo del Toro – jest współautorem scenariusza oraz producentem. Ponoć ma być to bardzo osobiste dzieło, wycieczka do krainy strachów zapamiętanych przez niego jeszcze w dzieciństwie. Wypada więc wspomnieć, że del Toro sięga po koszmary z kołyski nieprzypadkowo, dla niego sama esencja gatunku to przenikanie się racjonalnego świata dorosłych i fantastycznego królestwa wyobraźni, do którego dostęp mają ci, którzy jeszcze dojrzeć nie musieli. A jednak filmy del Toro naznaczone są pewnym tragizmem, bowiem zarówno "Kręgosłup diabła", jak i późniejszy, fenomenalny "Labirynt fauna" przedstawiają wykolejone, wypaczone i podeptane przez rzeczywistość młodzieńcze marzenia i sny.

Del Toro osadził akcje obu filmów w czasach hiszpańskiej wojny domowej, a ich kolejnym wspólnym mianownikiem jest próba ocalenia niewinności przez głównych bohaterów, młodego Carlosa, który trafia do sierocińca i jest świadkiem nadnaturalnej ingerencji; oraz dziewczynki imieniem Ofelia, usiłującej uciec od tragedii wojennej zawieruchy do wyimaginowanej rzeczywistości. Fantastyka u del Toro daleka jest jednak od sielankowej wizji wyniesionej przez wielu z nas z rozmaitych książek i filmów. I właśnie ośrodkiem grozy u Meksykanina staje się zderzenie dziecięcej wrażliwości ze złem świata dorosłych. Filmy nie reżyserowane przez del Toro, lecz te, na które wyłożył pieniądze jako producent i pomógł w realizacji, znajdują się w podobnym kręgu tematycznym. Twórca tłumaczył kiedyś w telewizyjnym wywiadzie jakim kluczem kieruje się podczas wyboru projektów, w których realizację się angażuje: "Myślę, że mam pewien fetysz na punkcie owadów, mechanizmów zegarowych, potworów, ciemnych miejsc i nienarodzonych istot". Dodawał też w innej rozmowie: "Zawsze kochałem różne monstra. Moja fascynacja nimi jest niemal antropologiczna. Badam je, robię istną dysekcję na potrzeby moich filmów: chce wiedzieć, jak działają i co mają w środku".

Nie trudno więc odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zdecydował się partycypować przy takich projektach jak "Istota" czy właśnie "Nie bój się ciemności". A wśród planów del Toro na najbliższe miesiące jest między innymi amerykański remake "Sierocińca", jednego z największych międzynarodowych hitów hiszpańskiego kina grozy. Del Toro twierdzi, że nowa wersja filmu będzie jeszcze wierniejsza oryginalnemu scenariuszowi niż obraz autorstwa Juana Antonia Bayony z 2007 roku, dzięki większemu budżetowi oraz lepszym warunkom realizatorskim. Niewykluczone więc, że otrzymamy całkowicie odmienione dzieło. Reżyserem mianowano Marka Pellingtona, znany między innymi z dobrze przyjętej przez widzów "Przepowiedni".

Dalszy ciąg przeczytacie w portalu Onet.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga