środa, 10 sierpnia 2011

Bunt w małpim gaju

Byłem, widziałem, a teraz będę skrobał kilka słów na temat "Genezy Planety Małp". Aha, tekst zdradza ważne elementy fabuły, choć starałem się unikać ewidentnych spoilerów psujących przyjemność z seansu.


Nie kryję zaskoczenia faktem, iż film odniósł taki sukces finansowy. Sądziłem, że wartość marketingowa Planety Małp dawno już się zdewaluowała, że mało kogo jest w stanie przyciągnąć do kin stadko komputerowo wygenerowanych człekokształtnych naparzających się z policją. A jednak! Po zwiastunach myślałem, że małpy w "Genezie..." będą pełniły podobną rolę, co zombie-stwory z dowolnego filmu o apokalipsie i będę świadkował globalnej rozpierdusze, a tymczasem akcenty gatunkowe rozłożone są zupełnie inaczej, niż się tego spodziewałem. Przez pierwszą połowę oglądamy w gruncie rzeczy ciepły, rodzinny film o młodym naukowcu, który przygarnia do domu szympansa, uczy go rachować i mówić, a w wolnych chwilach leczy ojca z Alzheimera. Lecz zza sielankowej fotografii wygląda zgnilizna, bowiem małpka jest efektem laboratoryjnego eksperymentu (znowu ukłony dla pani Shelley, która dostarczyła kinematografii niewyczerpalne zasoby pomysłów), a żądna zysku korporacja farmaceutyczna knuje i spiskuje. Do tragedii musi więc dojść. I właśnie ta niemożność uniknięcia końca znanego nam świata jest ogromnym atutem "Genezy...". Doskonale wiemy, do czego to wszystko dąży, że człowiek wreszcie ugnie się pod mocarną łapą goryla, ważne staje się nie czy, ale jak. A odpowiedź serwuje się nam stosunkowo bezpieczną, sprawdzoną, opartą na kliszach. Gdy Cezar (rzeczony szympans domowy) trafia do schroniska, otrzymujemy standardową historię więziennego buntu, przebiegającą według wypróbowanego schematu. Jest walka o przywództwo w stadzie, ustalenie nowej hierarchii, wybadanie słabostek strażników, ułożenie planu, wielka ucieczka. Ba, w pewnym momencie małpy zaczynają nawet grypsować. Na dodatek widz kibicuje owłosionym kuzynom (mimo tego, że to oni doprowadzą ludzkość do zguby), bo schroniskowi nadzorcy to wyjątkowe kanalie. Gdy już udaje się szympansom, gorylom i orangutanom zerwać kajdany i połamać bat, "Geneza..." finiszuje dynamiczną bijatyką z oddziałami policji i małą demolką na mieście. Sekwencja akcji jest udana, bowiem stosuje strategię rodem z horroru - umieszcza w danej rzeczywistości element do niej nieprzystający, czyli małpy miast szaleć w buszu, bujają się na ogrodowych drzewkach, jeżdżą tramwajami i nie wahają się przed wjazdem do czyjeś sypialni. A może przesadzam z tym zachwytem, wszak podobnie było i w "Jumanji".

Problem z "Genezą Planety Małp" polega na tym, że kończy się ona w najciekawszym momencie. Zdaję sobie sprawę, że gdzieś tam na horyzoncie majaczy sequel, lecz póki nie zobaczę, mogę sobie pogadać. Bom ciekaw niezmiernie, jakim cudem małpy opanowały całą Ziemię, nawet biorąc pod uwagę tę morderczą mieszankę nieprzeciętnego intelektu i niesamowitych możliwości fizycznych. Rozumiem, że [SPOILER] wirusowi udało się wybić sporą część populacji [SPOILER], lecz nie wyjaśnia to innych kwestii - jak garstka małp oparła się zmasowanemu atakowi militarnemu, który zapewne nastąpił niezwłocznie po finałowej bitwie na moście? W jaki sposób Cezarowi udało się pozyskać wystarczającą ilość magicznego specyfiku, by "zarazić" tysiące małp? I tak dalej, i tak dalej. Nie będę jednak brnął w podobne rozważania, licząc, że kontynuacja rozwieje wszelkie wątpliwości.

Zainteresowanych odsyłam do moich poprzednich wpisów o małpach i... o małpach.

Film obejrzałem dzięki uprzejmości kina Helios.


8 komentarzy:

  1. Cezar przejął inteligencję dzięki eksperymentom na jego matce. Więc teraz kiedy zaraził tę grupkę małp wystarczy, że zaczną kopulować i będą tworzyć kolejne legiony inteligentnych małp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brałem to po uwagę, ale taki proces trwałby całe lata.

    OdpowiedzUsuń
  3. A po ilu latach Ikar wrócił na ziemię?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważmy, że mamy pilota, który jest zarażony tym magicznym specyfikiem, latającego w rożne rejony świata i roznoszącego wirusa. Wirus źle działa na ludzi, ale już dobrze na małpy, Myślę, że tędy droga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Robert - Ikara nie biorę pod uwagę, gdyż nie chciałbym brnąć w czcze domysły. Nie wiemy przecież jak w tej wersji rozwinie się historia Planety Małp. Zastanawia mnie jednak to, że po setkach lat (zakładam, że mniej więcej tyle minęło od opanowania świata przez małpy do lądowania ekipy Hestona) cywilizacja człekokształtnych cofnęła się w rozwoju i mieszka w jaskiniach. I że udało mi się niemal całkowicie zetrzeć z powierzchni ślady bytności człowieka. Może w którymś sequelu zostało to objaśnione, nie pamiętam.

    Paweł - zgadzam się (pisałem o tym w zamaskowanym spoilerze), lecz nadal ciekawi mnie, w jaki sposób małpy oparły się błyskawicznemu atakowi militarnemu, który zapewne nastąpił.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo możliwe, że atak nawet nie nastąpi. Rezerwat poszedł w kwarantannę, a ludzie postanowili małpy wyłapywać nie naruszając, jakby nie patrzeć, "zabytkowego" lasu. Podejrzewam, że mało kto (w tamtym świecie) zdaje sobie sprawę z konsekwencji tej ucieczki, nikt nie podejrzewa jeszcze, że oto narodził się nowy gatunek (Ci co wiedzą, nie żyją, albo nie powiedzą). Mogą to potraktować jako jednorazowy incydent. Myślę, że ludzie zbyt późno zorientują się co jest grane.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewnie, zgadzam się. Rozważałem jedynie prawdopodobną opcję. Mogliby te małpy uśpić gazem nie naruszając przy tym lasu, ale w sequelu przekonamy się z pewnością, że tak się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  8. Filmu jeszcze nie widziałam, i jakoś nie śpieszy mi się do tego aby go obejrzeć. Zwiastuny nie prezentowały się aż tak zachęcająco i mam podobne wątpliwości jak Ty - w początkowym etapie tego ataku małp, wojsko chyba umiałoby je wszystkie zabić? Zwłaszcza, jeśli mogą stanowić ogromne zagrożenie...

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga