poniedziałek, 25 lipca 2011

Nowe Horyzonty niemal na półmetku

Piąty dzień festiwalu. Zaraz wybywam do kina, więc szybciutko rzucam fragment mojej krótkiej relacji, którą opublikował dziennik "Metro". Kolejne wieści w następny poniedziałek, już po Nowych Horyzontach.

Kadr z filmu "Rozstanie"

Po fenomenalnym „Rozstaniu” Asghara Farhadiego trudno będzie jakiemukolwiek filmowi dotrzymać kroku arcydziełu irańskiego reżysera. Nagrodzony na festiwalu w Berlinie obraz to kino emocjonalne, gorączkowe, nakręcone z godną podziwu precyzją i konsekwencją. Czwartkową galę otwarcia uświetnił swoją obecnością sam filmowiec, który po seansie odpowiadał na pytania widowni – a było ich wiele, gdyż „Rozstanie” wywołało ożywione dyskusje. Chwalono gęstą intrygę, komplementowano niemal każdy aspekt realizatorskiej roboty.
Niezaprzeczalnie dzieło ustawiło poprzeczkę wysoko dla pozostałych punktów repertuaru, ale inne też nie rozczarowały. Ciekawy był „Łagodny potwór – projekt Frankenstein” węgierskiego twórcy Kornéla Mundruczó, autotematyczne widowisko będące poniekąd wariacją na temat utworu Mary Shelley, jeden z hitów ubiegłorocznego festiwalu. Niesamowitym filmem okazał się austriacki „Michael” autorstwa Markusa Schleinzera, wieloletniego współpracownika samego Michaela Hanekego. Wyzbyty zbędnej, prowadzącej do uczuciowego szantażu sensacyjności, obraz mówi o pedofilu przetrzymującym w piwnicy swojego domu małego chłopca. Nietypowa perspektywa (kamera towarzyszy nie ofierze, a katowi), z której widzowi każe się patrzeć na rozgrywające się na ekranie wydarzenia, świetna gra aktorska i realizacyjne mistrzostwo składają się na film nietuzinkowy, choć będący prawdziwą bombą emocjonalną.
Dobrze więc było móc nieco ochłonąć na pokazie „Łowcy trolli”, nowego filmu z Norwegii, kolejnego reprezentanta popularnego nurtu mockumentary, czyli obrazów kręconych kamerą z ręki, udających dokumenty. Perypetie ekipy filmowej i ich nietypowego przewodnika, swoistego nadzorcy skandynawskich trolli, spodobały się licznie zgromadzonej publiczności. Udało si ę bowiem połączyć śmieszne ze strasznym, nieco zakpić ze schematów gatunkowych, a jednocześnie zaakcentować pierwiastek mrocznej fantastyki, nie popadając w przesadę i groteskę.

Dalszy ciąg można przeczytać na stronie "Metra".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga