poniedziałek, 11 lipca 2011

Nie ma wody na pustyni. Jeno trup.

Na początku lat 30. nad Saharą rozbił się brytyjski lotnik Bill Lancaster. Zmumifikowane ciało pilota odnaleziono dopiero po prawie trzydziestu latach. "Niebo nad Saharą" jest fikcyjnym zapisem poszukiwań Lancastera przez jego ukochaną Marie.


Historia miłosna ma u Dridiego dwa wymiary, bowiem kobieta w trakcie wyprawy poznaje porucznika Antoine’a Chauveta (Guillaume Canet), przystojnego oficera, którego spośród stacjonujących w Afryce żołnierzy francuskich wyróżnia wręcz staroświecka szlachetność. A więc Marie (Marion Cotillard) rozdarta jest pomiędzy gasnącym w pustynnych piaskach uczuciem do zaginionego Billa a rodzącą się namiętnością. Mordercza piesza wyprawa przez Saharę, na końcu której czekać ma, choć okupiona bólem straty, miłość, przywołuje echa "Pod osłoną nieba" czy "Angielskiego pacjenta". Jednak nie ma siły oddziaływania żadnego z tych filmów.

Ostatni akapit recenzji na stronie "Dziennika".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga