sobota, 2 lipca 2011

Miłosne uniesienia w rytmie latino

Dawno nie widziałem plakatu tak nieprzeciętnej urody, jak poniższy. Subtelna, seksowna sensualność, erotyczne napięcie, istne miłosne zespolenie. Hiszpańska animacja muzyczna, "Chico i Rita", od wczoraj w polskich kinach.


"Chico i Rita" to prosta, szczera opowieść o miłości młodego pianisty i obdarzonej niespotykanym głosem wokalistki, przesycona iście latynoską zmysłowością. Romans dwojga bohaterów przetykany jest gorzkimi rozstaniami i słodkimi powrotami, zgodnie ze sprawdzoną formułą melodramatu. Akcja przeskakuje z Hawany do Paryża i wreszcie do Nowego Jorku, ilustrując nie tylko dzieje dramatycznej miłości obojga bohaterów, ale także losy kubańskich emigrantów.

"Chico i Rita" to kolejny wspólny projekt Fernando Trueby i Javiera Mariscala. Obaj twórcy spotkali się już przy okazji realizacji dokumentu "Ulica 54". Do ich nowego projektu dołączył również Bebo Valdés, legendarny muzyk kubański, którego bezbłędnie wygrywane melodie słyszymy też w "Chico i Ricie". Zresztą samą historię miłosną, stanowiącą oś filmu, oparto na jego biografii, dzięki czemu film stał się swoistym hołdem złożonym wiekowemu już artyście. Wokalnie wspomaga go dysponująca hipnotyzującym głosem Limara Meneses.

Druga połowa recenzji na stronie "Dziennika".


2 komentarze:

  1. Partner mojego bloga - "Torrent" zaprasza mnie niedługo na seans ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno mają dość ciekawy repertuar.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga