piątek, 29 lipca 2011

Ed Helms znowu na kacu

Tym razem nie w Las Vegas, nie w Bangkoku, ale w Cedar Rapids. W piątkowym "Dzienniku" moja recenzja nowej komedii, która swojego czasu spodobała się w Sundance.


Cedar Rapids to senne miasteczko w stanie Iowa, które każdego roku ożywa na czas konferencji agentów ubezpieczeniowych, przybywających tłumnie na rozdanie branżowych nagród. Dla zapracowanych ludzi, dzielących swój czas pomiędzy rodzinę i obowiązki zawodowe, hotelowy bar zdaje się azylem, miejscem oderwanym od rzeczywistości, zawieszonym w niebycie, gdzie wszystkie popełnione grzeszki puszczane są w niepamięć. Innymi słowy – Cedar Rapids to mekka agentów ubezpieczeniowych. Ale Tim Lippe, centralna postać filmu, czuje się dobrze tylko na własnych śmieciach i nawet w tak hermetycznym środowisku jest outsiderem, a swój wyjazd na imprezę traktuje jako zło konieczne. Dla niego udział w zlocie będzie istnym zderzeniem kulturowym, bolesną lekcją emocjonalnego dojrzewania.

Dalszy ciąg recenzji na stronie "Dziennika".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga