niedziela, 12 czerwca 2011

Świntuszenie po polsku

Nieco późno, bo "Świnki" Roberta Glińskiego swoją premierę kinową miały w maju, lecz nie dzieliłem się jeszcze na blogu swoimi przemyśleniami na ich temat, więc nadrabiam. A im więcej o filmie dumam, tym mniej mi się on podoba i przychylam się do stwierdzenia, że wystawiona przeze mnie ocena jest zawyżona. Niemniej jednak zachęcam do przeczytania poniższej recenzji.


Tekst ukazał się w siedemnastym numerze magazynu kulturalnego "Hiro", który, całkowicie za free, możecie przeczytać TUTAJ.


2 komentarze:

  1. w tych tematach łatwo o rozminięcie się ze złotym środkiem. Filmy są albo przejaskrawione i niestrawne, albo pozbawione sensu i również niestrawne. Zresztą, prostytucja dziecięca to coś trochę jak HIV: nawet jak się to "przeżyło/ma" samemu, to wstyd się przyznać, więc wszystko jest zawsze z drugiej lub trzeciej ręki... Może to powoduje, że jest nieco trudniej o autentyzm?

    swoją drogą, fajne jest to "Hiro", poczytałem sobie. Będę chyba odwiedzał od czasu do czasu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odwiedzaj, pewnie - magazyn fajny, więc tym bardziej warto!

    Dzięki za wpis!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga