wtorek, 28 czerwca 2011

Ofelia von Triera

"Melancholia" powoli schodzi z ekranów, o filmie napisano już wystarczająco wiele, a echa skandalu w Cannes dawno przebrzmiały. A jednak tych, co nowe dzieło Duńczyka widzieli, zapewne niezmiennie ten nietuzinkowy obraz fascynuje. Mnie na pewno, gdyż nie mogę pozbyć się myśli o jednym, wyjątkowym kadrze, zaprezentowanym zresztą na plakatach promocyjnych. Lars von Trier pokazał bowiem, że rozumie nie tylko Hitlera, ale też prerafaelitów.



Zapewne niejakim truizmem będzie stwierdzenie, że ów kadr zainspirowany był malunkiem Johna Everetta Millaisa, dziewiętnastowiecznego malarza brytyjskiego, bowiem sam reżyser każe Justine w jednej ze scen otworzyć album na stronie z "Ofelią". Jednym z podstawowych założeń sztuki prerafaelitów było odrzucenie dziedzictwa artystycznego pozostawionego przez manierystów. Uważani za pewną awangardę malarską, zrezygnowali z klasycznych kompozycji i wystudiowanych póz na rzecz poetyckiego naśladownictwa natury. W sukurs przyszła im poezja romantyczna, legendy arturiańskie i twórczość Shakespeare'a. Zachwycał się prerafaelitami chociażby wybitny krytyk sztuki John Ruskin, chwaląc ich za odejście od konwencjonalności. I miał rację, gdyż malarstwo Millaisa, Rossettiego, Hunta czy pokrewnego im duchem Waterhouse'a autentycznie zachwyca. Ofelię przedstawiano na płótnie nader chętnie ze względu na wyjątkowy tragizm jej śmierci, śmierci w niespełnieniu. Według mnie o tym też opowiada "Melancholia" - o niemożności zaspokojenia.

Porównując powyższy kadr z obrazem, który widzicie poniżej, zauważyć można, że Ofelia leży w nieco innej pozycji niż Justine u von Triera - charakterystycznej dla świętych i męczenników, z rozłożonymi ramionami, choć Millais nie odziera jej z erotyzmu, daleki jest od sakralnego przedstawienia kobiety. Za to Duńczyk skomponował swój kadr nieco inaczej, zestawił dwie opozycje, początek i koniec - jego modelka ma na sobie ślubną suknię, przygotowana jest do sakramentu małżeństwa, w ręce trzyma kwiaty (konwalie, symbolizujące radość i niewinność), ale złożona jest jak do trumny. Obie Ofelie wydają się jednak pogodzone ze swoim losem, mają wzrok utkwiony w niebo, czekają na nieunikniony koniec.

Istotna jest także wiązanka kwiatów w ręce Ofelii - Shakespeare nie opisał w "Hamlecie" czerwonych maków, nie patrzyły one na tę śmierć, dodał je Millais jako symbol wiecznego snu. Dlatego początkowo mogą dziwić lilie u von Triera, gdyż, podobnie jak lotus, są symbolem odrodzenia, szczęścia, piękna, lecz tutaj wzmagają jedynie smutek. Bo "Melancholia" nie niesie nadziei, w tym wszechświecie, w którym "jesteśmy kompletnie sami", jak mówi Justine, nic się już nie narodzi. Lilie spłoną jak wszystko inne. Umrą.

8 komentarzy:

  1. Ponoć wtyczka fejsbukowa utrudnia polubienie powyższego wpisu, za co serdecznie przepraszam, lecz nie mam zielonego pojęcia, co się dzieje. Oczywiście nadal można dzielić się linkiem za pomocą "społecznościowego paska narzędzi", do czego zachęcam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Drogi autorze, te kwiaty to nie lilie a konwalie! Na pierwszy rzut oka widać! Dodatkowo warto wiedzieć, że mimo swej niepozorności są śmiertelnie niebezpieczne i spożycie każdej części rośliny w odpowiedniej dawce grożą śmiercią poprzez zatrzymanie akcji serca.Może dlatego reżyser się na nie zdecydował?

    Pozdrawiam

    przypadkowa czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście, Justine trzyma w ręce konwalie, lecz ja pisałem o kwiatach znajdujących się po prawej stronie kadru. Nie było to z mojej strony wygodnictwo - konwalie (ciekawostka: po angielsku nazwa tego kwiatu to "lily of the valley") mają podobną symbolikę, co lilie. Oznaczają radość, czystość, niewinność. W kontekście religijnym również pokorę. Według jednej z chrześcijańskich legend, konwalie wyrosły na łzach wylanych przez Maryję pod krzyżem, na którym zmarł Chrystus. Tak więc moja interpretacja kadru nie zmieniłaby się, nawet jeśli wspomniałbym o konwaliach.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ po prawej stronie kadru to również nie lilie! To grzybienie białe (nenufary).
    Proszę wybaczyć mi zawodowe ogrodnicze zboczenie.

    Pozdrawiam

    Z.

    OdpowiedzUsuń
  5. P.S. Mogła Pana zmylić ich potoczna nazwa: lili wodnych. Jednak pod wzgęldem botanicznym są to rośliny z zupełnie innej rodziny niż "prawdziwe" lilie, o symbolice których Pan pisze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ma Pani rację, dla mnie nenufar=lilia wodna i o ten kwiat mi chodziło! Jednak nadal nie widzę różnicy w symbolice, bo, o ile mi wiadomo, opisana przeze mnie odnosi się właśnie do nenufarów. Jeśli błądzę, będę wdzięczny za sprostowanie!

    Serdecznie,

    B.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie kadr powyżej jest zainspirowany zdjęciem autorstwa Katarzyny Piotrowskiej z 2009 roku i jej wizją Ofelii. Amen.

    OdpowiedzUsuń
  8. Punktem wyjścia dla wspomnianego przez Pana zdjęcia jest ten sam obraz. Poza tym nie sądzę, by Trier kiedykolwiek widział tę fotografię. Zresztą w jego filmie pojawia się dzieło Millaisa w całej okazałości.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga