piątek, 17 czerwca 2011

Inwazja superbohaterów!

Zielona Latarnia, Kapitan Ameryka, Thor i młodzi mutanci od Charlesa Xaviera przypuszczają szturm na kina. I "Kino". Prócz recenzji filmu "Hanna", którą zamieszczałem już na blogu, w ostatnim numerze magazynu znalazł się mój tekst na temat ekranizacji komiksów. Poniżej zamieszczam fragment artykułu.



Letni sezon blockbusterów przed nami. Znamienne jest, że duża część produkcji obliczonych na przyciągnięcie do kin milionów widzów zafascynowanych technicznymi możliwościami Hollywoodu oparta jest na opowieściach komiksowych. Bohaterowie tych potencjalnych hitów – Thor, Zielona Latarnia, Kapitan Ameryka – to postaci trwale wpisane w amerykańską popkulturę, dla wielu widzów wręcz nostalgiczne. Podczas gdy u nas komiks hermetyzuje się, znajduje się niejako na kulturowym marginesie i zajmują się nim, coraz częściej, jedynie zapaleńcy i kolekcjonerzy, w Stanach Zjednoczonych jest fenomenem na skalę masową. A więc i odbiór takowych adaptacji jest za oceanem zupełnie odmienny, twarze z plakatów są wszystkim dobrze znane z dzieciństwa czy czasów nastoletnich – nawet widzom już komiksów nie czytającym. Za to dla nas to przede wszystkim kontakt z dynamicznym kinem rozrywkowym, nierzadko pozbawiony pierwotnego kontekstu. (...) Adaptowanie komiksów różni się znacznie od przenoszenia na ekran książek, bowiem historie amerykańskich herosów ciągną się latami, istnieje wiele wersji przygód tego samego bohatera, co może wprowadzić w lekką konfuzję. Podstawowym więc zadaniem filmowej adaptacji komiksu jest uporządkowanie tego świata, dlatego też losy danego herosa często mają charakter origin, czyli powrotu do korzeni, przy czym w kolejnych częściach cyklu nie jest niedozwolone, posługując się żargonem komputerowym, zrestartowanie serii i przystosowanie jej do obowiązujących standardów kinematograficznych. Tak stało się w przypadku cyklu o Batmanie, dzieje się obecnie z nowymi filmami ze Spidermanem i Kapitanem Ameryką oraz planuje się w przypadku Supermana. Popkulturowe mity zostają przepisane na nowo i chyba nie sposób dotrzeć do pierwotnej ich wersji – to podstawowe założenie filmowej adaptacji komiksu, która ma tym sposobem pewną dowolność w operowaniu tematem. Oczywiście istnieją pewne motywy i wątki niezbędne, by uchwycić atmosferę przekładanej na język filmu historii, czyli Spiderman musi posiadać swoje pajęcze moce, a Batman stracić rodziców w dzieciństwie. Inaczej mit nie mógłby funkcjonować. Idąc tym tropem, można stwierdzić, że duża cześć adaptacji komiksowych nie jest adaptacjami sensu stricto, lecz jedynie wariacjami na temat zainicjowany przez komiks. Wyjątkiem są powieści graficzne jak „Sin City” czy „Watchmen. Strażnicy”, które stanowią zamkniętą dramaturgicznie całość i zostały przeniesione na ekran niemal co do kadru.

Cały artykuł można przeczytać w czerwcowym numerze miesięcznika "Kino".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga