wtorek, 14 czerwca 2011

Deprawacja poprzez popkulturę

Co wspólnego mają ze sobą: Grecja, kazirodztwo, "Rocky", mordercze koty, semantyczne przepychanki, nagroda w Cannes i nominacja do Oscara? Na to dziwaczne pytanie starałem się odpowiedzieć w piątkowym "Dzienniku", recenzując kontrowersyjny film Yorgisa Lanthimosa, który przed kilkoma dniami trafił do nadwiślańskich kin.


Tytuł filmu Lanthimosa ma znaczenie metaforyczne – według ojcowskiej wykładni utrata kła symbolizuje przekroczenie granicy pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Okazuje się jednak, że emocjonalna dojrzałość znajduje się poza zasięgiem zamkniętych w czterech ścianach bohaterów tego koszmarnego widowiska, a rodzicielska smycz kończy się zaraz za obrożą. Przedstawiony przez Lanthimosa mikroświat zbudowany jest na skrajnej, patologicznej opiekuńczości i socjopatycznym wypaczeniu cywilizacyjnych teorii Rousseau. Matka, syn oraz dwie córki, którym reżyser nawet nie nadał imion, żyją w całkowitej izolacji, ich rezydencja otoczona jest wysokim płotem, a praktycznie jednym łącznikiem ze światem zewnętrznym pozostaje ojciec. Ale wizja życia, którą przynosi ze sobą do domu, jest świadomie zniekształcona, podyktowana rodzicielskim imperatywem troski, chęcią odcięcia dzieci od niebezpieczeństw czyhających na ulicach, uosabianych przez absurdalne zagrożenia. Mieszkańcy domu swój los akceptują z dobroduszną, pełną naiwności nieświadomością, nawet w kazirodczych praktykach nie ma dla nich nic niestosownego; są niczym czyste karty, czekające dopiero na zapisanie.

Drugą połowę recenzji możecie przeczytać na stronie "Dziennika".

19 komentarzy:

  1. Powinieneś jednak przynajmniej zobaczyć Teoreme nim usiadłeś do pisania o tym filmie*... Patrząc z perspektywy rodziny w kinie trudno oderwać od siebie te dwa filmy.

    *"Visitor Q" czy "Sticom" Ozona też by nie zaszkodziły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swoją drogą... ja odebrałem ten film jako mocno laicką i niekoniecznie trafną krytykę Biblii czy to religii w ogóle. W tym kontekście jest ważna znajomość filmu Pasoliniego bo Kieł tylko się od niego odbija i ostatecznie ma diametralnie inny wydźwięk ... Może się mylę , ale wydaje mi się że trudno to odczytać bez znajomości Teoremy.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Teoremę" oczywiście widziałem, Ozona nie, a o "Visitor Q" pisałem nawet swojego czasu w "Kinie". Niestety, mocno ograniczone miejsce w "Dzienniku" nie pozwala na obszerne rozważania - pierwotnie recenzja i tak była nieco dłuższa niż ta, która pojawiła się w gazecie/na stronie. Myślę, że siłą "Kła" jest właśnie możliwość wielotorowej interpretacji. Przyznam, że w czasie seansu nie pomyślałem o Pasolinim i Miike, dzięki za ten trop, otwiera kolejną ścieżkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co prawda o "Kle" nie możemy mówić w kategorii parafrazy, ale trochę to dziwne, że tego nie widzisz, bo nie wyobrażam sobie, by tego filmu nie powiązać z "Teoremą"... reżyser przecie odbija się od tematu który poruszał Pasolini, tylko jego rozważania(ze względu zapewne na uduchowienie , światopogląd itd) biegną w inną stronę.

    "Sitcom" zobacz koniecznie. Znakomita wariacja nt. Teoremy. To obok "Basenu" chyba najlepszy film Ozona.

    Jeśli mam być szczery, mi osobiście "Kieł" się raczej nie podobał(tzn 5-6/10)... no ale to temat na inną dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę jednak, że do "Teoremy" bliżej "Visitorowi Q" niż "Kłowi". W tamtych filmach siłą sprawczą był czynnik zewnętrzny, "obcy" znikąd. U Lanthimosa rolę tę przejęły, poniekąd, kasety wideo, lecz rodzina kształtowana jest od środka, we własnym obrębie. Jedyny gość z miasta, Christina, nie działa przecież z premedytacją. Co prawda korzystając z naiwności dziewczyny, przekupstwem wymusza seks oralny, lecz, jak dowodzą kolejne sceny (choćby siostrzane lizanie ramienia), sam akt nie może być w tym konkretnym mikroświecie powiązany z deprawacją, nie jest złym wpływem z "zewnątrz", a przynajmniej nie bezpośrednio.
    Nie widzę aż tak bliskiej zbieżności tematycznej oby filmów, nawet mimo oczywistych punktów stycznych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Nie widzę aż tak bliskiej zbieżności tematycznej oby filmów"


    Rodzina w kinie w kontekście "takich" rzeczy? Ja prawdopodobnie nie musiał bym widzieć filmu by to z Teoremą skojarzyć... Poza tym nie mówię że to parafraza... ale początek filmu zdecydowanie to sugeruje (powiedział bym nawet że sugeruje nachalnie) po to by potem reżyser mógł podążać własnym torem i przekazać swoje - diametralnie inne niż Pasoliniego - przemyślenia.

    Przepraszam za dużo erraty i błędy (poranna kawa). Idę na zbiór truskawek... mi niestety nie płacą za pisanie o filmie. Ale to pewnie dlatego że się nie znam...

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja nie mówię przecież, że "Kieł" z "Teoremą" nie ma nic wspólnego, zdajesz się zupełnie ignorować moje słowa. Lanthimos, jak sam zresztą piszesz, podąża jednak zupełnie innym torem i o to mi właśnie chodzi. Poza wspomnieniem Pasoliniego i ustaleniem, że "to nie jest parafraza" do niczego jeszcze w tym temacie nie doszliśmy. Według mnie tak samo ważny dla "Kła" był Haneke czy Truffaut. Grek zrobił film wykraczający dalece poza proste porównania, "Teorema" nie jest jedynym kluczem.

    P.S. Lista rzeczy, za które mi nie płacą jest jeszcze dłuższa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej Bartek.

    "zdajesz się zupełnie ignorować moje słowa."

    Wcale nie ignoruje. A jeśli nawet ominąłem to co wyżej napisałeś, to ze zwykłej sympatii bo wg mnie próbujesz bronic tezy - której nie da się obronić - streszczając poszczególne sceny, które zresztą w moich oczach tylko dowodzą bardzo bliskich związków z Teoremą (nawet tytuł twojej recenzji mógł by być tak odczytany - że w tym przypadku kasety, bodźce z zewnątrz są "gościem").

    Napisałem wczoraj - celowo do ciebie ale to za duże by tu wklejać - sporo* nt Kła w kontekście Teoremy i nie tylko. Mam to niepoprawione w notatniku i może za jakiś czas sklecę z tego tekst/recenzję i opublikuje to u siebie i podeślę link. Tak nawet będzie lepiej bo nie mam wielkich zdolności do dyskusji w takiej formie...

    Wkleję tylko fragment odnoszący się do tego co napisałeś powyżej: wpływ Haneke jest oczywisty i dla ciebie może być wyraźniejszy ze względu na bliskość, współczesność formy. Niemniej i na kino Austriaka mocno wpłyną Pasolini ... Koło się zamyka. Związku z Truffautem nie dostrzegam. Chyba że tyczyło się pewnej "falowości", swobody formy próbującej naśladować rzeczywistość - którą ja bym w tym przypadku nazwał raczej postdogmową... niemniej zbieżne to jest tylko w idei bo ostatecznie jednak odbiega od stylu filmów francuza. Chyba że nie rozumiem, czy też nie dostrzegam tego co masz na myśli przywołując tu jego nazwisko ale wiem że ten film łatwo na wiele sposobów (nad)interpretować więc uznajmy że i on tu jest.


    *za dużo
    ====================================

    ps powyższy tekst o ekranizacjach komiksowych - pomijając niefrasobliwe czy też wikepedyczne podejście do niezwykle trudnego do odczytania terminu "powieść graficzna" - jest rzeczowy i bardzo fajny. Trafia w sedno.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo chętnie przeczytam Twój tekst, czekam więc niecierpliwie na link!

    My nie stoimy po przeciwnych stronach barykady, powyżej zaznaczałem wielokrotnie, że nie odrzucam "Teoremy" jako narzędzia, za pomocą którego można (ale niekoniecznie trzeba) odczytać "Kła". Nie bronię z góry straconej pozycji, po prostu twierdzę, że film Lanthimosa może istnieć z "Teoremą" i bez "Teoremy", bo w pewnym momencie oba filmy rozjeżdżają się w zupełnie odmiennych kierunkach. Ale bez oporów przyznaję Ci rację, że o relacji "Teorema"-"Kieł" można by książkę napisać. Zależy jak kto na ten film patrzy i co w nim widzi (albo chce zobaczyć).

    Wymieniając nazwiska Haneke i Truffaut chodziło mi raczej o zbliżone podejście do niektórych tematów, nie formę. Piotrek Czerkawski na łamach "Kina" opisał więź "Kła" z filmem Francuza lepiej, niż ja zrobiłbym to teraz w komentarzu, pozwolę więc sobie zacytować: "Oglądane w sekrecie hollywoodzkie filmy pełnią w „Kle” niemal identyczną funkcję, co książki w „Fahrenheicie 451” François Truffauta (...) U Lanthimosa sztuka otwiera bohaterom drzwi do innego świata. To właśnie ona naprawia przekłamania więziennej rzeczywistości. Przywraca właściwe znaczenie słowom, redefiniuje wartości i buduje poczucie wspólnoty. W bohaterach odgrywających po kryjomu filmowe scenki rodzi potrzebę buntu."

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się i rozumiem to co napisałeś. Ale - ja znowu uparcie podkreślę - dalej uważam że reżyser świadomie punktem wyjścia uczynił Teoreme i w gruncie rzeczy, przy głębszym odczytywaniu nie da się tych filmów rozerwać ...


    Dziwi mnie też fakt pomijania wątku religijnego... spowodowany najprawdopodobniej tym że nikt nie spogląda na ten film przez pryzmat Pasoliniego. Grek zresztą na sam początku dobitnie sugeruje parafrazę Teoremy(schemat rodzina - gość) - jednak z czasem film okazuje się zupełnie inny i ze względu na stopień/rodzaj uduchowienia autora, podąża w innym kierunku. Spojrzenie na Boga obu reżyserów różni się diametralnie - można wręcz powiedzieć że jego obraz w "Kle" jest starotestamentowy a w "Teoremie" nowotestamentowy. Swoją drogą, jakiś czas temu pisałem że Fritzl jawi się jako starotestamentowa postać. Jak widać nie tylko mnie to frapuje.
    =======================================

    Co do "Fahrenheita 451" to jest to w gruncie rzeczy mało "Truffautowy" film w jego filmografii ... stąd moje nie odczytanie związków tego nazwiska z "Kłem".

    OdpowiedzUsuń
  14. Interesujące jest to, co napisałeś i tym bardziej wyglądam Twojego tekstu, może uda Ci się wypełnić nim interpretacyjną lukę, o której wspomniałeś.

    Co do naszej dyskusji - chyba musimy, jak to mówią, agree to disagree.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Teraz mam trochę innych rzeczy na głowie. Ale to chyba w końcu dobry pretekst by założyć bloga filmowego... Przypomnę się pewnie za jakiś czas.

    Co do Żoniego To (pisałeś u Marcina ): "Exiled" (pl "Wygnani") Bartku zobacz... Film niedoceniony - a w mojej opinii arcydzieło.

    Ja chyba jestem wielkim fanbojem To.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakby co - pisz także na maila, jest podany w kolumnie po prawej.

    Filmografia pana To jest mi praktycznie nieznana, o "Zemście" wspomniałem, bo miała być po mellville'owsku. "Exiled" obadam koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cała Twórczośc Żoniego To jest naznaczona piętnem Mellvilla :). Acz w Exiled znajdziesz znacznie więcej ciekawych wpływów z męskiego kina (przede wszystkim Leone... ).

    Jakiś czas temu mówiono o rimejku "W Kręgu zła". Mówi się o tym od lat , cały czas typuje się kogoś innego (co ciekawe cały czas z obrębu azjatyckiego kina ofkors!). Ostatnia wersja była chyba taka że za kamerą staną To jako reżyser i Woo jako producent... wydaje mi się niestety że zamiast tego powstała właśnie (fajna ale nie wybitna) mocno francuska "Zemsta". Trochę szkoda...

    Swoją drogą "Zemsta" to ostatni film z gangsterskiej quasi trylogii* Żoniego. Wcześniejsze części to "Cheong feng"(the mission -1999) i wspomniane wybitne "Exiled".

    *można oglądać oderwane od siebie

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojej, to mi głupio teraz, bom laik w temacie pana To (no Wy już na "Ty" jesteście, ja jeszcze muszę co nieco obejrzeć), ale obiecuję poprawę. Aktualnie nadrabiam kinowe zaległości, ale jak skończę rundę po multipleksach, biorę się za "Exiled" i "The Mission".

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga