wtorek, 17 maja 2011

Święty od morderców - "Ksiądz" w kinach

Nigdy nie miałem okazji czytać komiksu "Priest" autorstwa Hyung Min-woo, za to znam, jak chyba każdy miłośnik historii w obrazach, cykl "Kaznodzieja" Gartha Ennisa i Steve'a Dillona. O ile mi wiadomo, oba tytuły nie mają ze sobą wiele wspólnego poza, ekhm, klerykalnym ciągiem skojarzeniowym, lecz po obejrzeniu "Księdza 3D" przypomniał mi się Święty od morderców, jedna z postaci występujących na kartach komiksu dwóch szaleńców z Wysp Brytyjskich. A oto i on:


Święty od morderców to wyraz fascynacji autorów Dzikim Zachodem, filmami Sama Peckinpaha, Sergia Leone i Johna Forda. Jest niczym Clint Eastwood na dopingu - nigdy nie chybia, kule się go nie imają i nawet Piekło zamarza w jego obecności. Dosłownie. Oglądając w zeszły piątek "Księdza 3D", przypomniał mi się właśnie ponury jegomość z "Kaznodziei". Pytacie, co ma piernik do wiatraka? Właściwie to niewiele, chciałem się jedynie podzielić luźną refleksją. Ale może i jest w niej coś więcej, bo film Scotta Charlesa Stewarta rozgrywa się w rzeczywistości będącej syntezą cyberpunkowej, postapokaliptycznej wariacji na temat świata po końcu świata z westernową estetyką. Zamiast rumaków mamy więc futurystyczne motocykle, ale w zabitych dechami mieścinach prawa strzegą szeryfowie ze srebrnymi gwiazdami na piersiach, kapelusz z rondem nadal jest w modzie, wykoleja się pociągi, a sprzedawcy magicznych eliksirów krążą od osady do osady. I nie marna fabuła czy przeciętna robota realizatorska sprawia, że "Księdza" warto zobaczyć, a właśnie ten ukazany ze stoicką powagą świat. Brak w filmie jakiejkolwiek pretensji intelektualnej, to czysta, płaska rozrywka, ale pełna samoświadomości - nie "bawi się konwencją", nie jest "autoironiczna", nie "wykracza poza ramy gatunku". No i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dawno nie było mi dane oglądać filmu, który nie wygląda jak przepuszczony przez jakiś ogromny filtr, filmu tak szczerego i nie zakładającego żadnych masek. "Ksiądz" bierze co chce z mitologii wampirycznej, z westernu i z science-fiction, ale nie korzysta z zapożyczonych elementów, by upichcić z nich jakąś postmodernistyczną papkę.  Dlatego też w tym wpisie powiedziałem wiele, a tak naprawdę nie powiedziałem nic. Bo nie wiem, co miałbym jeszcze o "Księdzu" napisać, podskórnie czuję, że słowo ten film zniszczy, zabije. Wycofam się więc po angielsku, ale wpierw wrócę do mojego wcześniejszego skojarzenia z "Kaznodzieją". W trakcie seansu nie mogłem też pozbyć się myśli, że tytułowy klecha przypomina Pielgrzyma z innego komiksu Ennisa:
 
                                            

Co z tego? Pytanie pozwolę sobie pozostawić bez odpowiedzi.

"Księdza 3D" zobaczyłem dzięki uprzejmości kina Helios.


'

17 komentarzy:

  1. Przekonałeś mnie tym porównaniem do zobaczenia filmu.
    Ale czyżbyś sugerował, że skoro nie pożycza fragmentów innych tytułów, to nie jest dziełem postmodernistycznym? :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezupełnie, bo ja nie do końca wiem, co to jest "film postmodernistyczny". Owszem, istnieje jakaś tam definicja, ale jest ona na tyle plastyczna, że można ją zastosować tam, gdzie nam wygodnie. Chciałem raczej powiedzieć, że "Ksiądz" zrobiony jest bez zadęcia, raczej na zasadzie - "fajnie będzie nakręcić futurystyczny western z wampirami", niż "fajnie będzie nakręcić futurystyczny western z wampirami i spróbować coś przez to powiedzieć o stanie współczesnego kina gatunków".

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie ciężko o jednoznaczną definicję. Pewien profesor tłumaczył kiedyś postmodernę, jako swego rodzaju przeciwieństwo kina stylu zerowego (na przykładzie Blue Velvet). Kupiłem to, ale ciągle nie jest lekko.
    Czyli można by nazwać Księdza zabawą podobną do tej z Doomsday Neila Marshalla?

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nigdy nie miałem okazji czytać komiksu "Priest" autorstwa Hyung Min-woo"

    Już ładnych parę lat temu(po pochlebnej recenzji na Carpenoctem) kupiłem pierwszy tom. Od razu po przeczytaniu pozbyłem się go bez żalu*. Niesamowicie sprawnie narysowana... posthellsingowa** kupa. Jestem fanem westernowej pulpy(nawet rzeczy pokroju Mannaja) ale pustota tego komiksu mnie po prostu przygniotła. Nie było tu cytatów. Jeśli już był to zacięty sampel z ostatnich scen dzikiej bandy ubrany w konwencje horroru. Kilkaset stron strzelania - wiem, brzmi zachęcająco ale gdy się to "czyta" to jest zupełnie inaczej. Acz widziałem opinie że "rozkręca się przy 7 tomie":|. Nie wiem co w tym przypadku ma oznaczać "rozkręca się" i nie wiem czy chce wiedzieć .

    Co ciekawe, o ile dobrze pamiętam we wstępie twórca oświadczył że zrobił ten komiks( mangę czy tam - manhwe jak to się tam koreański komiks zwie) po to by zrobiono na jego podstawie film. Nie zdziwił bym się gdyby faktycznie był ewenementem, tworem który miał by szanse sprawdzić lepiej w filmowej formie...

    *a ja niemal ŻADNYCH komiksów które znajdą się u mnie w domu (w jednym egzemplarzu) nie sprzedaje.

    **dobre słowo na zobrazowanie czym jest postmodernizm;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A tak to było w oryginale narysowane: http://imageshack.us/m/190/1007/19723154.jpg

    http://komiks.nast.pl/gfx/plansze/priest3pp04.jpg

    http://www.gandalf.com.pl/karty/str_2_22974.jpg

    "Czarli" ma naprawdę pałer w łapie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Marcin - film Marshalla po tych kilku latach od jego obejrzenia wypaczył się nieco w mojej pamięci, ryzykownie byłoby więc udzielić jednoznacznej odpowiedzi na Twoje pytanie. W każdym razie nie pomyślałem o "Doomsday" podczas oglądania "Księdza".

    stig helmer - dzięki za cenny komentarz, śledzę Twoje strony od jakiegoś czasu i bardzo sobie chwalę lekturę. Kolega podrzucił mi na płytce ileś tam numerów "Priest", lecz chyba odłożę na później :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem zaskoczony, mając w pamięci debilny "Legion" spodziewałem się, że "Ksiądz" powtórzy te same błędy i nawet niespecjalnie chciałem się w to babrać, a tu proszę, okazuje się, że jednak wyszło lepiej. W takim razie chyba się skuszę i obejrzę :).

    Mam jedno pytanie - jak 3D? Fajne i dopracowane czy raczej wysilone i irytujące?

    OdpowiedzUsuń
  8. "Ksiądz" też ma mnóstwo dziur, to nie jest kino wybitne, ani nawet bardzo dobre :]

    3D jest poprawne - bez fajerwerków, ale nie drażni. Jeśli obejrzysz wersję tradycyjną, nic nie stracisz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli klimat jest dobry, to dziury mnie nie odstraszają :).

    Dzięki za info, w takim razie prawie na pewno się wybiorę :).

    OdpowiedzUsuń
  10. "śledzę Twoje strony od jakiegoś czasu i bardzo sobie chwalę lekturę. "

    Miło mi. Ciesze się, że Cię bawią. Co do tego co piszesz o postmodernizmie w kontekście Księdza, to z tego, co zaobserwowałem, współcześnie ten nurt odchodzi od dosłownego cytatu. A przynajmniej przestaje on być istotny i nie wymaga od widza znajomości "tekstu źródłowego". Używa się klisz, ale nie koniecznie z myślą o dekonstrukcji, czy z myślą o majstrowaniu przy nich. Ja o tym zazwyczaj mówię jako o "trzeciej fali postmodernizmu w kinie" (powiedzmy, że druga fala to te wszystkie podróbki Lyncha i Tarantino, i wejście tendencji do mainstreamu - przy czym mówię o tym, co jest zazwyczaj utożsamiane z tym słowem w kontekście kina czyli z rozrywkową stroną nurtu, nie wnikam w Greenawaya itd).

    OdpowiedzUsuń
  11. A jak ci się Black Death podobało? Jeśli nie widziałeś bo masz złe skojarzenia z innymi filmami tego gościa to od razu mówię że warto dać szansę Black Death... Budżet nie miał 60 baniek ale jest coś na rzeczy, szczególnie w kontekście klasy B, niepozowaniu itd...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze nie widziałem, ale zdecydowanie muszę nadrobić, bo poprzednie filmy Smitha nawet nie tyle mnie od faceta nie odstraszyły, co zachęciły do dalszego eksplorowania jego filmografii. Na "Creep" naprawdę nieźle się bawiłem, a i podczas "Triangle" morda mi się cieszyła.

    OdpowiedzUsuń
  13. No dla mnie "Triangle" było irytujące i pozujące właśnie... w każdym razie Black Death polecam ( z zastrzeżeniem że "to nie jest kino wybitne, ani nawet bardzo dobre ")

    OdpowiedzUsuń
  14. Obadam na pewno! A "Triangle", podobnie jak chociażby bliźniacze "Zbrodnie czasu", żeruje na temacie, który ja osobiście bardzo lubię i pozerkę jestem w stanie wybaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dawno widziałem "Zbrodnie czasu" ale przy pretensjonalnym i wymuszonym "Triangle" jawi mi się niemal jak arcydzieło...

    OdpowiedzUsuń
  16. Oba filmy biorą temat z całym dobrodziejstwem inwentarza, w wyniku czego zyskuje dramaturgia, a traci logika, paradoks goni paradoks, ale na ekranie sporo się dzieje. Nie podjąłbym się zadania obrony "Triangle", bo zdaję sobie sprawę z licznych wad tego filmu, ale przyznać muszę, że dał mi trochę radochy.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga