piątek, 20 maja 2011

Piraci z Karaibów osiedli na mieliźnie...

Na tę premierę czekał niejeden miłośnik/niejedna miłośniczka przygodnej przygody na dużym ekranie. "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach" od wczoraj goszczą w kinach na całym świecie. Ja już obejrzałem, Piotr Pluciński również. A o szanownym koledze wspominam nieprzypadkowo, gdyż ruszamy ze wspólnym, cotygodniowym cyklem rozmów o premierach kinowych, który zainicjowaliśmy dyskusją o rzeczonym filmie. Jak to działa? Oddam głos Piotrkowi, który na swoim blogu napisał tak:

Z przyjemnością informuję o nowym cyklu! „Your Movie…” to międzyblogowy projekt, który prowadzić będę wspólnie z Bartkiem Czartoryskim, krytykiem filmowym i tłumaczem literackim, autorem bloga Kill All Movies. Raz w tygodniu, na zmianę – raz u niego, raz tutaj, rozmawiać będziemy o wybranej premierze tygodnia. W zależności od tego, czy film nam się spodobał, czy nie, cykl będzie się kończył słowem „Sucks” lub „Rocks”. Ten pierwszy wariant pożyczamy oczywiście od boskiego Rogera. W pierwszym odcinku rozmawiamy o czwartej części „Piratów z Karaibów”. Mam nadzieję, że cykl przypadnie Wam do gustu. Enjoy!

Zapraszam więc serdecznie na bloga Off The Record, gdzie znajdziecie pierwszy odcinek cyklu.



Ponadto, skoro już jesteśmy w odpowiednich nastrojach, zachęcam także do lektury artykułu mojego autorstwa na temat kina przygodowego, który ukazał się na stronie Zwierciadła. Oto fragment:

Pewnie mało kto już pamięta, że niegdyś to Stevena Spielberga i George'a Lucasa wytykano palcami zarzucając im, że prawdziwemu kinu wbili nóż w plecy, a sztukę filmową zwrócili w stronę komercji zamiast artyzmu. Wszak to właśnie „Szczęki” rozpoczęły, trwającą zresztą do dziś, modę na letni blockbuster, ściągając do kin miliony widzów spragnionych zastrzyku adrenaliny. Podnieceni producenci szybko zwęszyli ponętny zapach zielonych banknotów, a dwa mocne strzały w postaci „Omenu” Richarda Donnera i „Gwiezdnych Wojen” Lucasa nieodwracalnie przesunęły zwrotnicę kinowej historii. Przypieczętowany został także i los maniaków ruchomych obrazów, którzy od tamtej pory, gdy puszczą zimowe chłody i zakwitną stokrotki, przełączają się w tryb oczekiwania na kolejną wielką przygodę wyświetlaną na dużym ekranie.


No i oczywiście LINK do całości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga