niedziela, 3 kwietnia 2011

Hu hu ha, hu hu ha, nasza Sadako zła

Nie ma to jak zapach zgniłego mułu z dna studni o poranku. Jestem szczerze ciekaw, czy Krzyśka Gonerskiego wyrywa ze snu właśnie takowy smród, czy nastawiony poprzedniego wieczora budzik. Po lekturze jego książki pod tytułem "Strach ma skośne oczy", mam nieodparte wrażenie, że żyje on i oddycha tylko azjatyckim horrorem, w rzeczonej studni koło domu pomieszkuje jakaś paskudna onibaba, a zamiast Mikołaja, w grudniu odwiedza go yuki-onna. Poniżej znajdziecie kilka refleksji na temat tej nietuzinkowej publikacji.



Można by we wstępie do poniższej recenzji napisać kilka słów o azjatyckiej grozie, pochwalić się znajomością paru tytułów, choćby zarysować dzieje horroru na Żółtym Kontynencie, ale potrzeby takiej nie ma – bo w swojej książce "Strach ma skośne oczy" zrobił to i sprawniej, i lepiej Krzysztof Gonerski. Kilkusetstronicowa monografia skupiająca się na produkcjach z dreszczykiem powstałych na Dalekim Wschodzie to wyczerpująca, ale w żadnym razie nienużąca, praca krytyczna wypełniająca rynkową lukę. Po lekturze aż trudno uwierzyć, że autor miał problemy ze znalezieniem wydawcy, bo czyta się wybornie.

Być może Gonerski nie dochodzi w swojej książce do rewolucyjnych wniosków, ale z entuzjazmem znawcy przybliża kinematografie wschodnie w kontekście gatunku i systematyzuje nabytą wcześniej przez czytelnika wiedzę, a przed tymi mniej zaznajomionymi z tamtejszą kulturą filmową odkrywa nowe oblicze kina. Bo "Strach ma skośne oczy" to nie tylko popularny horror japoński, ale te znane i nieznane produkcje z Chin, Hong Kongu, Tajlandii i Korei, publikacja przeciera szlaki dotychczas przez polską krytykę filmową nie eksplorowane. Gonerski nie ogranicza się oczywiście do szkiców historycznych, są one jedynie rozbudowanymi wstępami do poszczególnych rozdziałów, po nich następują analizy wybranych, reprezentacyjnych dla danego kraju filmów. Organizacja książki jest przemyślana, bowiem najpierw czytelnik zostaje zaznajomiony z kontekstem historycznym i kulturowym, a potem może poczytać szerzej o tytułach, które wpadły mu w oko podczas lektury wstępu. Jak zaznacza sam autor, jego praca nie wyczerpuje tematu, musiałby poświęcić zagadnieniu jeszcze trzy razy tyle stron, by przekazać to, co ma do zakomunikowania potencjalnym nabywcom opisywanej publikacji, lecz zawartość książki i tak jest imponująca.

Można autorowi zarzucić pewną zachowawczość w historycznej ocenie danych kinematografii i pobieżne spojrzenie na kilka tytułów, szczególnie gdy pojawiają się interpretacje wymagające ekstensywnej wiedzy z obszarów znajdujących się poza sferą zainteresowań Gonerskiego. Nie zmienia to faktu, że "Strach ma skośne oczy" może stać się dla wielbicieli kina grozy, nie tylko azjatyckiej, pozycją elementarną, która zachęca do własnych, krytycznych poszukiwań.

Zapraszam też serdecznie na bloga Krzyśka, do którego odnośnik znajdziecie po prawej stronie, na liście polecanych przeze mnie blogów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga