sobota, 2 kwietnia 2011

Dolph Lundgren czyli ostatni sprawiedliwy



Czemu akurat Dolph Lundgren? Otóż kilka dni temu miałem okazję zobaczyć jeden z ostatnich filmów tego pana, w pełni autorskie "Command Performance", i utwierdziłem się w przekonaniu, że nie sposób oprzeć się czarowi tego faceta. Wszak jako jeden z nielicznych, kultowych twardzieli kina akcji, wykazuje żelazną konsekwencje i trzaska filmy rokrocznie, niekiedy nawet po trzy w ciągu dwunastu miesięcy. Kiedy jego starsi koledzy pouciekali w komedie albo do polityki, on bronił honoru popularnych mordobić z eksplozjami w tle, nie zaprzestał swojej działalności, racząc wielbicieli rozpierduchy coraz to nowymi produkcjami. A co więcej, Lundgren posiadł moc godną pozazdroszczenia - potrafi walnąć piąchą w stół i zatrzymać czas. Jest to umiejętność przydatna, bowiem podejrzewam, że facet gruchnął łapą w blat gdzieś pod koniec lat osiemdziesiątych i wtedy zrobił hurtem wszystkie swoje filmy - może ze względu na fajniejsze fryzury, nie wiem.  W każdym razie nakręcone przez siebie tytuły schował do jakiegoś kufra i raz na rok sięga do środka, wyjmuje garść i kieruje do dystrybucji. Podczas oglądania "Command Performace" miałem nieodparte wrażenie, że to nie mogło powstać dwa lata temu, przecież takich filmów się już nie robi! Mówi się, że to "Niezniszczalni" przypomnieli narodowi o akcyjniakach, a przecież to Dolph Lundgren toczy nieustającą walkę od przeszło dwudziestu lat, tyle że na kasetach VHS, a potem płytach DVD. Ponoć jeszcze w tym roku wypuści kolejne dzieło, "Skin Trade", a wieść gminna niesie, że u jego boku wystąpi Steven Seagal. Dla niedowiarków wątpiących, czy warto czekać na nowego Lundgrena, kilka niezbywalnych faktów, świadczących o jego wielkości:

- ma w swojej filmografii role radzieckiego boksera na dopalaczach, Punishera i He-Mana

- obił mordę Carlowi Weathersowi, Jetowi Li, Sylvestrowi Stallone i JCVD
- obijał nieco mniej znane mordy u boku Brandona Lee
- ćwiczy karate nawet na urlopie

- studiował na MIT
- jest autorem pełną gębą: reżyseruje i pisze scenariusze
- jest twardy jak cholera
- jak wchodzi po schodach to bierze wszystkie stopnie jednym susem
- ma luzacką fotkę na swojej stronie
- potrafi zatrzymywać czas
- zrobił genialny plakat do "Command Performance" i zapodał świetny tagline:

No i nadal robi oldskulowe kino akcji. A teraz piosenka idealna na sobotni wieczór:



Zapraszam też do lektury mojego tekstu o "Niezniszczalnych".

2 komentarze:

  1. I wystąpił w genialnej reklamie z jednorożcem http://www.youtube.com/watch?v=L70I0vTwYxg

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znałem, dziękuję! Reklama faktycznie zacna, jest kolejnym dowodem na świadomą kreację autoironicznego wizerunku.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga